Counter

czwartek, 5 stycznia 2012

Oszukiwanie sumienia

Czytam...słucham... przyglądam się i z dziecięcą ciekawością zastanawiam. Kiedyś nie przykuwało to zbytnio mojej uwagi, lecz ostanimi laty powraca nachalnym pytaniem. - Ile warte są nasze noworoczne postanowienia? Ten nie będzie palił, tamten puszczał bąków w towarzystwie, a inny ogryzał paznokci. Ona postanowiła schudnąć już po raz czwarty z rzędu, gdy przekręcił się kalendarz, a jej koleżanka, bijąc w pierś, być bardziej asertywną. Przecież, między Bogiem a prawdą, sami nie wierzymy w to, co sobie postanawiamy. Za pół roku, wygniatając tyłkiem dołek na wakacyjnej plaży, już mało kto będzie pamiętał, co sobie obiecywał z biciem noworocznego zegara.
Czytam...słucham... przyglądam się i z dziecięcą ciekawością zastanawiam. - Po co nam ta gra przed samym sobą? Czujemy się przez to lepsi? A może to właśnie innym chcemy pokazać jaką to mamy silną słabą wolę? A może... może po prostu chcemy w ten sposób uspokoić własne sumienie. Uspokoić.... co ja piszę?! - raczej w sposób wyrachowany oszukać. Czy znacie osoby, które zrealizowały noworoczne postanowienia?... No i co?... za dużo palców u jednej ręki do ich wyliczenia? (ooo! jaki rym) Odosobnionych przypadków nie biorę pod uwagę. Każdy wyjątek jest jedynie potwierdzeniem reguły.
Cóż, prawda jest naga. A nagość nie zawsze jest ładna i pociągająca, więc nie każdemu może się podobać. Zatem przyjrzyjmy się tej nieprzyzwoitej nagości. My po prostu LUBIMY SIĘ ŁUDZIĆ. Ba, nawet uwielbiamy kreować złudzenia. W sumie po to, by otumanić sumienie. Poczuć się lepiej. To tak, jak gadanie przed Mikołajem: - będę grzeczny! O ile nie potrafimy zdzierżyć, gdy nas oszukują inni, to my sami siebie owszem, czemu nie. Mamy wobec siebie niewyczerpalną dozę tolerancji. Podświadomie wybieramy złudzenia nad nadzieję. Ta ostatnia wymaga od nas poświęcenia. Trzeba ją żywić, a po co nam jeszcze jedna gęba do gara. Lepiej samemu karmić się złudzeniami. A sumienie?... hmm...
Kiedyś słyszałem taki dowcip:
Szedł ulicą człowiek, który postanowił przestać pić.
Gdy mijał knajpę sumienie podszepnęło mu: - chodź, wejdziemy na kielicha.
Odpowiedział w duchu, lecz stanowczo - NIE! Rzuciłem picie.
Gdy przechodził obok kolejnej knajpy sumienie wyszeptało: - zobacz to ostatnia szansa, ostatnia knajpa przed domem. Napijesz się?
Znów stanowczo odpowiedział: - Nie! Postanowiłem i basta!
Na co sumienie... no to ja się napiję.